Publikacje - Pszczoły

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Publikacje - moje

  

Na  początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku pojawiły się ule styropianowe. Ponieważ większość czynności przy prowadzeniu pasieki musiałem robić sam - zaintereowałem się nimi i kupiłem kilkadziesiąt sztuk razem z wózkami do ich przewozu.
W Pszelarstwie z 1984 roku opisałem swoje wrażenia z prowadzenia pasieki w tych ulach.



Ponieważ często do pasieki mogłem dojechac dopiero w nocy nie miałem możliwości sprawdzenia stanu rodzin w dzień.
Spostrzegłem jednak, że pobudzając pszczoły lekkim stukaniem w ul uzyskuje się pewne powtarzające się a jak się okazało zależne od stanu rodziny odgłosy. Opisałem je w Pszczelarstwie z 1984 roku nr 9 str. 14


Podgrzewanie uli
Pszczoły gdy jest czas czerwienia matek utrzymują a przynajmniej starają się utrzymać temperaturę około 34-36 stopni Celsjusza w obrębie czerwiu /ula/.
Wiosną, gdy rodziny są mniej liczne trudniej im ogrzać ul a to ogranicza czerwienie matek. Dodatkowo wiosenne wahania temperatur powodują często problemy z dogrzaniem ula a to grozi problemami z wychowem czy nawet przeziębieniem czerwiu.
Wymyśliłem więc wspomaganie rodzin pszczelich poprzez dodatkowe sterowane elektronicznie podgrzewanie uli.
Wychodziłem z następujących założeń:
  • w pasiece rodziny pszczele są mniej więcej tej samej siły
  • a więc pomiar temperatury dla stabilizacji może się odbywać w jednym ulu i wszystkie ule będą dostawały podgrzewanie wg ula "wzorcowego",
  • ewentualny nadmiar czy niedomiar grzania pszczoły są w stanie same doregulować,
  • uznałem, że moc grzałek na poziomie około 10-14 W jest wystarczająca,
  • grzałki umieściłem na płytkach z blachy aluminiowej o powierzchni mniej więcej arkusza A5, uzyskałem w ten sposób rodzaj radiatora rozprowadzającego równomienrnie ciepło,
  • płytki grzejne umieściłem na podłodze uli  - wkładałem przez wylotek, przewody wstawały więc na zewnątrz, umożliwiało to łatwe wyjmowanie grzałek i ich kontrolę,
  • napięcie doprowadzane do grzałek musi być bezpieczne i wybrałem 24 V prądu zmiennego,
  • automatyczna regulacja grzania - płynna - [pierwsze próby były ze skokowym grzaniem - patrz artykuł poniżej z 1985 roku] - była sterowana z zapewnieniem separacji galwanicznej od sieci po stronie zasilania transformatora który był zasilany napięciem sieciowym,
  • pomiar temperatury był oparty na czujniku termistorowym umieszczonym na płytce grzejnej i ustawiony był na wyłączenie grzania przy około 36 st C
Przygotowałem zestaw na około 20 uli.
Efekty?
Przypieszenie rozwoju wiosennego i ... przedłużenie pracy pszczół na jesieni /produkcja ziołomiodów ale to już nie w mojej pasiece/.
Kiedy to było?
Na poczatku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
Jakie były dalsze losy tego pomysłu?
A takie jak wielu pomysłów w Polsce.
Ponieważ w czasach Epoki Kamienia Jaruzelskiego /tak nazywam lata 1981-89/ przydzielano pszczelarzom na ul jedynie 6 kg cukru a potrzeba na zimę to nie mniej niż 12 kg musiałem pasiekę zlikwidować. Z 850 pszczelarzy w okolicach Garwolina ostało sie w krótkim czasie około 20-30.
Jak czytam o dzisiejszych próbach podgrzewania to jest mi przykro - dlaczego?
Bo ci ludzie zaczynają wszystko od nowa - nie korzystają z moich doświadczeń - jednym słowem odkrywają Amerykę po raz kolejny a jak to robiłem opisałem w 1985 roku w "Pszczelarstwie".
Czy wtedy, na początku lat osiemdziesiątych powinienem opatentować ten sposób podgrzewania uli?
Tak - ale wtedy moja /i nie tylko moja ale większości Polaków/ wiedza na temat patentowania i ewentualnych zysków była zerowa.
==
Opinie:
"Być może pierwszym Polakiem, który opracował profesjonalnie system ogrzewania uli był inżynier [moja uwaga - nie jestem inżynierem] Siudalski, elektronik. Przypadło to na początek lat 60-tych. [moja uwaga - przełom lat 80-tych] Stosował przeważnie grzałki 15-watowe, ze stabilizowaną temperaturą wnętrza ula. Znalazł wielu naśladowców. Temat stał się popularny i do dziś istnieją pasieki z ogrzewaniem. Ale nastąpiło jakby załamanie zastosowania tego wynalazku. Próbowałem dociec dlaczego. Wreszcie się udało. Mój rozmówca – dobrze znane nazwisko – powiedział tak: stosowałem i zrezygnowałem; rodziny ogrzewane na wiosnę stały się słabsze od nieogrzewanych. Ja prezentowałem pogląd odmienny. Po długiej dyspucie osiągnęliśmy consensus. Okazało się, że mój rozmówca miał bardzo dobry technicznie system ogrzewania uli na wiosnę, ale nie nie podawał pszczołom wody. Rozgrzane pszczoły wylatywały i nie wracały. Stąd efekt negatywny. Podsumowałem go brzydko: gdyby Pan zbudował cieplarnię, nawoził glebę, posadził rośliny, oświetlał, ogrzewał, a nie podlewał – co by było?"  Jerzy Tombacher
W roku 1985 roku - patrzcie jak ten czas leci - w VIII numerze Pszczelarstwa ukazał się mój artykuł na temat podgrzewania uli. Jego kopię umieszczam poniżej wraz z uwagami jakie nasuneły mi się przez te...ponad 30 lat od tamtych prób.




Uwagi:
  1. od chwili tej publikacji upłynęło 30 lat - jest rok 2015 - przedstawione rozwiązanie zachowało pełną aktualność,
  2. nie wiem nic na temat ewentualnych badań w którymś instytucie przydatności podgrzewania rodzin pszczelich jakąkolwiek metodą a więc także tą,
  3. czynione dziś próby podgrzewania są zwykle na znacznie niższym poziomie przemyśleń niż to przedstawione przeze mnie,
  4. 30 lat zostało stracone - nie wykorzystano ani tego ani żadnego innego pomysłu ale to nie jest jakiś nadzwyczajny przypadek w Polsce - nadzwyczajny to jest wtedy gdy jakis pomysł zostanie jakimś cudem wdrożony - jełśi ktoś zastanawia się dlaczegow Polska jest wgrupie państw o najniższym wspólczynniku zgałaszanych patentów to ten przypadek jest jednym z tysięcy podobnych przykładów,
  5. dlaczego sam nie dbałem o przebicie się z tym pomysłem /i wieloma innymi?/ - a proszę poczytać
  6. podany w artykule adres mój oczywiście jest nieaktualny
Rozszerzenie możliwości przeglądu rodzin pszczelich
Ratowanie rodzin zwłaszcza podczas kapryśnej z nawrotami chłodów wiosny jest problemem. Jak sobie radziłem ponad 30 lat temu?


"Metoda Siudalskiego" przewozu uli
Żeby nie było wątpliwości - Siudalski to właśnie ja - autor tej strony.
Sam o swojej metodzie?
A wygląda, że inaczej nie można.
--
Kilka słów historii.
W Egipcie pszczoły przewożono na statkach pływających po Nilu, na wozach we Francji, były noszone na plecach na Bałkanach, a u nas też je transportowano. Jest kilka problemów związanych z przewozem pszczół.
Najważniejszy z nich to - jak je zamknąć aby się nie podusiły?
Jeśli będą zamknięte przez jedną, dwie godziny, zwykle daje się je przewieźć bez większych strat. Problem pojawia się, jeśli trzeba je wieźć dłużej, albo rodziny są tak silne, że mogą się udusić.
Co zrobić?
Jakieś 30 lat temu prowadziłem pasiekę składającą się z 80 pni.
Wiadomo - zysk będzie gdy będę pszczoły woził, ale widziałem, jak ludziom podczas transportu pszczoły padały.
Zacząłem rozumować tak:
  • jakie czynniki powodują, że pszczoły siedzą w ulach i traktują ten stan jako normalny? Noc zawsze, ale deszcz także w ciągu dnia trzyma je  w ulu. Więc?
  • Przed transportem polewałem na powałki szklankę wody, czasami więcej.  Spryskiwaczem rosiłem ścianę przednią przy wylotku i wprowadzałem strumień kropelek przez wylotek do ula tak aby była zmoczona podłoga  w ulu. I co?
Ano pszczoły traktowały to jako deszcz a bujanie i hałasy podczas transportu jako burzę!
Siedziały więc w ulu pomimo otwartych wylotków. Silne rodziny wypuszczały "brodę" na przednią ściankę ula i ...trzymały się kurczowo przez cały czas także, gdy jechałem z nimi bądź co bądź przez oświetloną Warszawę.
Opisałem swoją metodę przewozu pszczół w Pszczelarstwie w 1984 roku.
Więc?
Sądzę, że wprowadzenie pojęcia "przewóz pszczół metodą Siudalskiego" zostało dokonane.
Stefan Jerzy Siudalski 31 lat póżniej
Liczniki
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego